Coraz bliżej chmur – Góry Izerskie, Polska

To będą wakacje, które na swój sposób zapamięta każda/y z nas. Pierwsze wakacje z pandemią w tle, a dla niektórych pierwsza możliwość odpoczynku po stresującym początku roku. Rzeczywistość w której utknęliśmy jest pełna obostrzeń oraz niepewności i nikt z nas nie wie do kiedy potrwa ten stan. Mimo wszystko trzeba cieszyć się tym latem póki jeszcze trwa.

Kiedy na wiosnę cieszyłam się jak głupia ze zniesienia zakazu wchodzenia do lasu i jazdy na rowerze, nieśmiało liczyłam że obudzę się z tego post apokaliptycznego koszmaru i wyjadę na Sri Lankę. Oczywiście wyjazd nie doszedł do skutku. W lipcu musiałam na szybko coś wykombinować, tocząc wewnętrzną walkę z własnym rozsądkiem i silną potrzebą polecenia na drugi koniec świata… Wygrało to pierwsze i wybrałam bezpieczny wyjazd w Polskę – a idąc tropem unikania tłumów – miejsce na południowym jej krańcu.

Tak właśnie trafiliśmy w Góry Izerskie, usytuowane w Sudetach Zachodnich, na terenie Czech i Polski. Od zachodu zamknięte Bramą Łużycką, a od Karkonoszy oddzielone Przełęczą Szklarską. Spośród pozostałych pasm sudeckich wyróżnia je obecność bardzo leciwych torfowisk (wiek najstarszych z nich szacuje się nawet na 10 000 lat), a jedno z nich mieliśmy okazję podziwiać w okolicy Hali Izerskiej.

Nie wiem, czy żeby docenić Góry Izerskie trzeba być po prostu kimś tak bardzo zielonym w temacie gór jak ja? Ale ponieważ nigdy nie jarało mnie zdobywanie szczytów, a głównie droga która na nie prowadzi i widoki podczas wędrówki, spodobały mi się góry w których nie trzeba nic zdobywać. Miejsce w którym oddychasz wolnością, doceniasz chwilę, odnajdujesz magię, podziwiasz przyrodę i przestrzeń. Nie zaliczasz tysięczników, nie potrzebujesz mieć specjalistycznych ubrań i sprzętu, nie musisz nikomu nic udowadniać.

Izery uchodzą za góry niezbyt wysokie, dzięki czemu są idealne dla mniej wprawionych górołazów oraz wielbicieli sportów. Zimą snowboard, narty zjazdowe i biegówki, a latem rower, wspinaczka i trekking. Okolica oferuje rozwiniętą sieć szlaków rowerowych oraz pieszych, górskie potoki, wodospady, uzdrowiska, lecznicze wody i mikroklimat. Mimo wysokiego sezonu w lipcu było stosunkowo mało ludzi na szlakach. Ale po kolei…

W drodze na miejsce, zatrzymaliśmy się na jedną noc w stolicy Dolnego Śląska, w ramach długo nieuprawianej gastro-turystyki. Najpierw zaliczyliśmy słynny pad thai w Tajfun, a drugiego dnia śniadanie w W kontakcie. Zawsze miło odwiedzić Wrocław, choćby na chwilę.

Do Świeradowa Zdrój (Bad Flinsberg) dojechaliśmy późnym popołudniem, było ciepło a deszcz kropił nieśmiało na przywitanie. Wybraliśmy to miejsce z uwagi na jego mniej komercyjny charakter. Jest to miejscowość uzdrowiskowa, troszkę na uboczu, tuż pod granicą z Czechami. Z lokalnych atrakcji można wymienić: pijalnię wody mineralnej (pełna naukowa jej nazwa brzmi: mineralna wodorowęglanowo-magnezowo-wapniowa szczawa żelazista), umiejscowioną w 80 metrowej hali spacerowe, zbudowanej z drewna modrzewiowego z piękną roślinną polichromią. Kolej gondolową na Stóg Izerski (którą można wozić rowery za free). Setki kilometrów ścieżek rowerowych o zróżnicowań stopniu trudności, trasy single track (mapa) i rowerowa kraina (strona). Szlaki turystyczne (mapa) wraz z pięknie usytuowanymi schroniskami górskimi (np. Chatka Górzystów, Orle, Na Stogu Izerskim). Świeradów Zdrój jest także idealną bazą wypadową w pozostałe rejony Dolnego Śląska: Pogórza Izerskiego, Kaczawskiego, Doliny Bobru, Karkonoszy, Sudetów, Gór Sowich, Stołowych czy Kotliny Jeleniogórskiej.

Historia Świeradowa Zdrój jest dość burzliwa, ale od początku przewija się w niej wątek leczniczych wód mineralnych. Po kapitulacji III Rzeszy w maju 1945 r. uzdrowisko zostało zajęte przez wojska radzieckie, a następnie przekazane polskiej administracji i przemianowane na Wieniec-Zdrój. Jego dotychczasowi mieszkańcy zostali wysiedleni do Niemiec. Świeradów Zdrój do 1945 roku nazywał się Bad Flinsberg.

Okolica Świeradowa Zdrój jest bogata w zasoby naturalnych surowców leczniczych: wody mineralne, wody radonowe, złoża borowiny i lasy świerkowe. Mikroklimat który tam panuje, sam w sobie posiada właściwości lecznicze. Radon zawarty w wodzie przyspiesza procesy regeneracyjne w tkankach organicznych oraz działa leczniczo na skórę, szkielet i mięśnie, wspomaga leczenie chorób reumatycznych oraz narządów ruchu. Świerk pomaga na schodzenia układu oddechowego, a borowinę zaleca się przede wszystkim przy leczeniu pourazowym.

Pierwszego dnia udało mi się dość pobieżnie przespacerować po okolicy, zrobić zakupy i ugotować coś pysznego na kolację. Apartament (strona) w którym nocowaliśmy wyposażony był we wszystko co trzeba, aby 4 dorosłe osoby oraz pies, miło i bezpiecznie spędziły swoje pandemiczne wakacje. Salon z rozkładanym narożnikiem dla 2 osób, aneksem kuchennym i ogromnym oknem z widokiem na góry, sypialnia z wygodnym 2 osobowym łóżkiem i spora łazienka. Zlokalizowany był przy drodze biegnącej wzdłuż rzeki Kwisa, jakieś 10 minut spacerkiem od Domu Zdrojowego i minutę od Biedronki (w której ostatnimi czasy pojawiło się sporo wegańskich produktów).

Drugiego dnia postanowiliśmy ruszyć w góry na spokojnie, zaczynając od wodospadów na rzece Kwisa i zamkniętej kopalni kwarcu Stanisław, lub też punktu widokowego za jaki uchodzi. Samochód pozostawiliśmy na Rozdrożu Izerskim, ruszyliśmy zielonym szlakiem ku Rozdrożu pod ZwaliskiemIzerskim Garbom obok których znajdował się niegdyś teren kopalni. Potem w dół szlakiem czerwonym przez Wysoka Kopę, Punkt Widokowy Młaki do Rozdroża pod Kopą. Następnie szlakiem żółtym z powrotem do Rozdroża Izerskiego. Niby prosta trasa, kilkanaście kilometrów, ale dała nam troszkę w kość. Obiad tego dnia smakował jak nigdy, a sen nadszedł niespodziewanie szybko.

Kolejne dni to już rowerowe wycieczki, eksplorowanie Stogu IzerskiegoSingle Track’ów. Dla mnie troszkę odnowienie starych zajawek i dawno nie praktykowanych sportów ekstremalnych. Codzienna jazda po płaskiej Warszawie na singlespeed’zie z wolnobiegiem versus jazda MTB po górach… Piękne, męczące i bardzo intensywne doświadczenie, które mam nadzieję powtórzyć jakoś niebawem.

Single Track – o których pisałam powyżej, to sieć ścieżek rowerowych w otoczeniu pięknej dzikiej przyrody u północnych stoków Gór Izerskich, która została zaprojektowana przez walijskiego projektanta szlaków Dafydd’a Caradog’a Davis’a, przy maksymalnym poszanowaniu okolicznej przyrody. Jest to system ścieżek rowerowych przy granicy Polski i Czech, po stronie czeskiej obowiązuje nazwa Singltrek pod Smrkem. System ścieżek ma po stronie polskiej długość ok. 20 km, a po stronie czeskiej ok. 50 km. Każda z tras jest jednokierunkowa (oprócz zielonej), ale posiada miejsca, w których można wyprzedzać wolniejszych rowerzystów lub opuścić szlak w razie jakiejś awarii.

Trasy podzielone są kolorami, określającymi ich poziom trudności, ale skoro taka amatorka jak ja przejechała Zajęcznik (oznaczony kolorem czerwonym) to raczej nie należy się tym jakoś bardzo sugerować. Myślę że trudność trasy zależy głównie od długości trasy i prędkości z jaką ją pokonujemy. Polecam Zajęcznik, bo jest sporo fajnych zjazdów i spore zróżnicowanie krajobrazu przez który mamy okazję pedałować. Dodatkowo jest to szlak zaczynający się w pobliżu dolnej stacji kolejki gondolowej w Świeradowie Zdrój, więc jest łatwo dostępny. Następnym razem wolałabym nie mieć na plecach 2 litrowej butelki wody i aparatu :)

Z wypożyczeniem roweru w Świeradowie i jego okolicy nie ma problemu, oczywiście ceny i sprzęt bywają różne, ale można znaleźć coś dla siebie. W pierwszej wypożyczalni do której trafiliśmy rowery miały pordzewiałe części, jak dla mnie taki stan to już przegięcie. Bez problemu znaleźliśmy inną wypożyczalnię z zadbanym sprzętem. Co ważne, wszystko na miejscu, bez rezerwowania, na spontanie, od ręki. Koszt zmniejsza się proporcjonalnie do ilości dni na które wynajmujesz rower i można negocjować przy większej ilości osób. A dla tych którzy nie czują się na siłach… w każdej wypożyczalni są w tej chwili rowery elektryczne ;)

Miejsca

A teraz więcej szczegółowych informacji o miejscach, które warto zobaczyć. Będzie trochę chronologicznie, a trochę chaotycznie.

Stóg Izerski i Kolej Gondolowa (SkiSun) – na Stóg można się dostać czerwonym szlakiem lub koleją gondolową. Nie ukrywam, że podjazd ulicą Strumykową i Źródlaną – do dolnej stacji kolei – w temperaturze powyżej 30 stopni z pełnym plecakiem, zdeterminował nas do wybrania opcji numer dwa. Nie żałuję, w kolejce odpoczęłam, a na górze mogłam sobie spokojnie eksplorować okolicę. Cennik kolei gondolowej prezentuje się następująco: bilet w 2 strony 50 pln, w górę 40 pln, w dół 35 pln, a karnet na 4 wjazdy z rowerem 120 pln. Rower może jechać z nami bez dodatkowych opłat (oczywiście po opłaceniu biletu).

Na szczycie nie każda droga nadaje się dla rowerów (a przynajmniej nie dla hardtail’i) i są momenty, które trzeba pokonywać prowadząc swoje 2 kółka, ale późniejsze widoki na szlakach i sam zjazd do Świeradowa Zdrój wynagradzają to wszystko. Możesz wybrać jedną z 4 dróg, 2 z nich prowadzą w dół, pozostałe 2 prowadzą m.in. na Czeską stronę Gór Izerskich (Jizerka, Smrk, Predel etc.), na Halę Izerską (do Chatki Górzystów), do schroniska Orle, a nawet dalej do Szklarskiej Poręby.

Izerka (Jizerka) – to mała, urocza wioska górska, gdzieś na granicy polsko-czeskiej. Możemy do niej dotrzeć szlakiem z Polany Jakuszyckiej, szlaków po stronie Czeskiej lub oszczędzić sobie spaceru i dojechać autem.

Chatka Górzystów (Hala Izerska) – to właśnie tam znajduje się Polski biegun zimna, temperatury latem potrafią spaść do -5 stopni a zimą do -36. Nieopodal chatki znajduje się pierwszy w Polsce Park Ciemnego Nieba, idealne miejsce do nocnych obserwacji astrologicznych. Sama Chatka Górzystów powstała na gruzach szkoły, wchodzącej w skład zabudowań nieistniejącej już wsi Gross Iser (Wielka Izera). Poza pięknymi widokami i możliwością spędzenia nocy na łonie natury, chatka oferuje słynne biszkoptowe naleśniki w wersji na słodko (z jagodami) lub słono (z serem). Mają również ciepłe i zimne napoje, można zaopatrzyć się w wodę niezbędną do dalszej wędrówki. Nieopodal chatki znajdują się torfowiska (Rezerwat Torfowiska Doliny Izery) oraz Jagnięcy Potok. Jadąc, bądź idąc kilka kilometrów dalej w stronę Schroniska Orle, natkniesz się na rzekę Izera.

Grób Liczyrzepy – symboliczny grób Ducha Gór, Ducha Karkonoszy czyli Liczyrzepy znajduje się przy drodze 358, gdzieś między Świeradowem Zdrój, a Szklarską Porębą, niedaleko wodospadów na rzece Kwisa. Polecam raczej obadać ścieżkę idącą wzdłuż rzeki oraz wodospady i poczytać legendy o Liczyrzepie, niż szukać mało efektownego sarkofagu.

Szklarska Poręba – muszę o niej napisać, chodź głównie chciałabym Was przed nią ostrzec. Odwiedzenie Szklarskiej nie będzie miało nic wspólnego z unikaniem tłumów i social distancing’iem, a tym bardziej odpoczynkiem. Są w jej okolicy 2 całkiem pokaźne wodospady, ale ktoś odebrał je naturze, ogrodził, zabiletował i troszkę pozbawił magii. Nie polecam pchać się w ten tłum, dla kilku zdjęć (chodź pewnie wrócę tam w jakimś mniej turystycznym terminie). W Szklarskiej również znajdziesz szlaki rowerowe (mapa) i trekkingowe (mapa) oraz wyciąg na Szrenicę.

A jeśli w Szklarskiej Porębie poczujesz się jak ryba w wodzie i zapragniesz jeszcze większej bliskości z tłumami ludzi, to koniecznie odwiedź Termy Cieplickie (znajdujące się jakieś 15 km od Szklarskiej). Jest to kompleks basenów termalnych, aquapark i spa w jednym, na pewno dobra opcja dla rodzin z dziećmi.

Park Krajobrazowy Doliny Bobru – to bardzo malownicze i dziewicze miejsce, położone zaledwie 40 km od Świeradowa Zdrój. Park charakteryzuje się zróżnicowana rzeźbą terenu, dzięki czemu na całej szerokości zapewnia niesamowite widoki. Byliśmy tam dość krótko i nie dotarliśmy wszędzie, ale jeśli chcesz zgłębić temat to na pewno warto zobaczyć Jezioro Pilchowickie i znajdujący się na nim most kolejowy oraz Zaporę i Elektrownię Wodną, Jezioro Modre wraz ze schroniskiem Perła Zachodu, Punkt Widokowy Kapitański Mostek, miasto Wleń. Tak naprawdę to Park zlokalizowany jest bardzo blisko Jeleniej Góry, można połączyć pobyt w mieście z relaksem na łonie natury. A po Jeleniej Górze odwiedzić Rudawski Park Krajobrazowy i tzw. Kolorowe Jeziorka.

Stacja Wolimierz – to takie magiczne miejsce… Jest m.in. siedzibą teatru Klinika Lalek, galerią sztuki, miejscem spotkań artystów oraz ludzi z każdego zakątka Świata. Odbywają się tam festiwale, wernisaże, wystawy, koncerty i spektakle. Stacja to także pokoje noclegowe, pracownia teatralna, sala widowiskowo – koncertowo – warsztatowa oraz pole namiotowe. A wszystko to w otoczeniu lasu, gór i łąk

Jezioro Leśniańskie, Zapora Leśniańska i Zamek Czocha – wiem, że wiele osób jara się zamkami i ruinami, więc jeśli należysz do tej grupy musisz zobaczyć Zamek Czocha. Ja jednak po szybkim przejściu przez jego dziedziniec z wizją szalejącego wirusa i tłumów ludzi, wybrałam opcję podziwiania go z daleka, z poziomu plaży nad Jeziorem Leśniańskim,u podnóży zamku. Jest kilka miejsc z łagodnym podejściem do wody, płatne kempingi i dzikie ścieżki. Ciekawym miejscem na zachód od zamku jest Zapora Leśniańska, muszę tam jeszcze kiedyś pojechać i zrobić zdjęcia. Oczywiście wszędzie towarzyszyła nam Moon, podróżowanie z psem po tej okolicy jest czystą przyjemnością.

Jedzenie

W końcu muszę poruszyć – jakże ważny dla każdego tutejszego wpisu – wątek gastro. Ale zacznę go od wizyty we Wrocławiu i ponownie polecę udać się: na śniadanie do W Kontakcie (Benedykta Polaka 12/1b), na obiad do Tajfun (Wojciecha Cybulskiego 3/1a), a na – bezlitosną dla diety – włoską kolację z winkiem, do vegan friendly Vaffa Napoli (Pawła Włodkowica 13).

Ale wróćmy się do momentu pakowania na wyjazd… Wiedząc że będziemy mieli aneks kuchenny, zabraliśmy z domu sporo produktów zakupionych jeszcze w ramach pandemicznych zapasów. Chodź z jedzeniem na miejscu nie było problemu, to rzeczy takie jak przyprawy (w tym jakże ważna do zrobienia tofucznicy czarna sól) czy blender zabieram zawsze na wszelki wypadek. Blender przydaje się do zrobienia szybkiej kanapkowej pasty, zupy krem czy sosu, a przyprawy polepszają smak nawet najbardziej prymitywnej potrawy jednogarnkowej.

Świeradowie Zdrój tuż pod domem mieliśmy Biedronkę, tak więc z zakupami spożywczymi nie było żadnego problemu. Gdzieś wyżej w mieście był też Rossmann i inne mniejsze sklepiki z różnorodnym asortymentem. Było kilkanaście barów i restauracji, sprawdzaliśmy jak bardzo są przyjazne weganom, ale łatwo nie było. Standardowo wegetarianie znajdą coś w menu większości miejsc, weganie muszą się bardziej nagimnastykować lub zadowolić frytkami z surówką (te widoczne powyżej, spożywałam w górnej stacji kolei gondolowej na Stogu Izerskim).

Na kilka miłych słów zasłużyła Restauracja Kalamata. Grecka kuchnia w ich wykonaniu to kilka wegańskich przysmaków tj. hummus, zupa z soczewicy, dolmady, grzanki z oliwą, gemista i marynowane buraki (dań wegetariańskich jest więcej, najlepiej pytaj co i jak). W Pizzeri La Gondola można zamówić pizzę bez sera, spaghetti aglio e olio, bruschettę, focaccię i risotto z grzybami. Jeśli ktoś ma ochotę na klasykę kuchni polskiej lub czeskiej i jest wegetarianinem, to idzie do Restauracji u Bożeny na pierogi z jagodami lub smażony ser z frytkami i surówką. Podobno parę opcji wegańskich mają w Cynamonowym Słoniu, ale go niestety nie odwiedziliśmy.

W górach na szlakach posilisz się jedynie w schroniskach lub tym co ze sobą zabrałeś z domu. Polecam zaopatrzyć się w banany, orzechy i wodę, ewentualnie jakieś wypasione kanapki na drogę, bo w górach człowiek szybko głodnieje. Menu większości schronisk jest proste i raczej nie można wybrzydzać… Zaliczyliśmy mały reset w postaci wegetariańskich naleśników (polecam w tym celu odwiedzić Chatkę Górzystów), były to słynne naleśniki biszkoptowe z całą górą jagód. Idealny zastrzyk energii dla przemęczonych rowerzystów.

Cukru Cafe (Jelenia Góra) – pewnie nie jedyne miejsce z opcjami wegetariańskimi i wegańskimi w Jeleniej, ale jedyne aż tak zachwalane w internecie. Zlokalizowane na jeleniogórskim Starym Mieście, przyjazne pieskom, idealne na śniadanie, kawę z deserem i lunch. Mają też pizzę z wegańskim serem i spory wybór craft’owych browarów :)

Na koniec pozostawiam najsmaczniejszy kąsek, a jest nim Cafe Wolna, znajdująca się w przepięknej Biorezydencji. Pierwsza i jedyna wegetariańsko wegańska kawiarnia w Świeradowie Zdrój, serwująca kawę na mleku roślinnym, ciasta raw, bez cukru, glutenu i chemii oraz lody. Poza kawą mają spory wybór aromatycznych herbat, świeżych soków, gorącej czekolady i yerba mate. Latem otwarci są dla wszystkich, a zimą jedynie dla gości Biorezydencji (w której można wynająć sobie pokój i wykupić wegetariańskie / wegańskie śniadanie). Mają piękny ogród z widoczkami, miłą obsługę i jadłam tam najlepszy bez-sernik czekoladowy z wiśniami w tym roku! Cafe Wolna znajduje się w innej części Świeradowa, jakieś 20-30 minut rowerem w zależności od wybranej trasy.

Wpis o Świeradowie Zdrój dobiega końca, ale mam nadzieję że ciąg dalszy dla mnie w tamtejszych rewirach nastąpi :)


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.